Logo

 



Wizytówka:

Liceum Ogólnokształcące
im. Marsz. St. Małachowskiego
w Płocku

ul. Małachowskiego 1
09-400 Płock

Dyrektor Liceum
mgr Katarzyna Góralska

tel. 24 366-66-00
tel. 24 366-36-00
fax 24 366-36-01
malachowianka@op.pl



Forum Banner


      


Sponsorzy

Rekrutacja
, czyli wszystko co powinieneś wiedzieć jeśli chcesz się tutaj znaleźć!

O szkole
- Małachowianka to najstarsza szkoła w Polsce. Istnieje nieprzerwanie od 1180 roku.

Chór "Minstrel"
powstał w Małachowiance w 1992 roku. Jest to chór mieszany.

Siatkówka, koszykówka, lekkoatletyka,
czyli po prostu sport w Małachowiance.

Małachowiacy w internecie
, czyli linki do stron uczniów i absolwentów.



Kochajmy się!

W zawierusze sezonu 2003/2004 musiałem zgubić jakąś śrubkę. Albo jestem chory. Albo. Balboa. Rocky. Rok i. Rok i coś się we mnie przestawiło. Dwanaście miesięcy temu nawoływałem do położenia przysłowiowej laski na święto zakochanych, niewybrednie donosząc w swym tekście pamiętnym, że to święto jest głupie i sztuczne. Ba! Że po prostu boli cholernie niektórych. Srut! i jestem po drugiej stronie barykady, czy wręcz, jak wyraził się kiedyś Maciej Szczęsny (najbardziej niewyparzona gęba polskiego futbolu, przy którym Jan Który Powstrzymał Anglię Tomaszewski to małe miki; obaj byli świetnymi bramkarzami notabene) "zszedłem ze spychacza". Sfrunąłem z niego i oto wołam do Was: to święto jest w porządku, a na pewno nie należy, jak to uczyniłem onegdaj, wieszać na nim psów, czy innych zwierząt z domowego obejścia. Mimo, żem dalej wolny i w dalszym ciągu mogę obłapiać wszystko, co mi wpadnie w oko:)

Czy można śmiać się z kogoś, czy też podważać wartość jego umysłowe zasobów, z tego powodu, że wyznaje komuś swe uczucia? Lub sympatię na ten przykład? Każda pora roku, każda pora dnia i nocy(!!) jest ku temu jak najbardziej odpowiednia. 14 lutego też, jeno wtedy następuje kumulacja we wszystkich krajach zapatrzonych bezkrytycznie w USA (który przyjaźni się Polską, ale swojemu przyjacielowi sprzedaje bilety wstępu do swojego domu, przeprowadzając, jak to się mówi, "ostrą selekcję na bramce"). Ale nawet takie beznadziejne kserowanie tych wzorców zachodnich, które zastąpiły przeklętą, ale uroczą czarną polewkę i malowanie domów na kolory, z których każdy symbolizował inny stan cywilny mieszkanki, jest w gruncie rzeczy ze wszech miar pożyteczne. Taki np Kuba. On ma przecież mnóstwo problemów z werbalizowaniem swych uczuć, czy też ujawnianiem ich w postaci zaczarowanych i niezdarnie poplamionych tuszem listów. Walentynki to doskonały moment na przełamanie lodów. Inna sprawa, że Kubie się nie chce. Ale jakby się chciało, to by zrobił. Tabunom jemu podobnych się chce i smarują po kartkach kretyńskie wierszyki o beznadziejnie desperackim ładunku uczuć. Albo próbują wykrzesać z siebie resztki odwagi, która jest na wyczerpaniu po tym, jak zerwali się z domu po to tylko, aby stanąć pod blokiem oblubienicy i przez dwie godziny, w śniegu i wietrze próbować z gliny swych niepoukładanych myśli ulepić jakieś zdanie, które będzie miało ręce i nogi, a ponadto nieść będzie to błogosławioną treść. Te ostatnie iskierki odwagi potrzebną im są w celu wyduszenia z siebie tego pokracznego zdania, które wszyscy wiedzą jak brzmi. I na pewno nie jest to zdanie, w którym, jak dotarło do mnie niedawno, można zawrzeć całą miłosną poezję, jaka kiedykolwiek spod trzęsącej się ręki zakochanej osoby wyszła. To zdanie, proszę wybaczyć jego ordynarność, brzmi mniej więcej tak: "Daj mi ruchać!" Raz jeszcze przepraszam i podkreślam, że to nie jest to zdanie, które miałem na myśli

Efekty? Kilka opcji istnieje. "Hej, bejbe, mocowałem się z tymi sakramentalnymi słowami przez dobrych parę miesięcy i wiesz, co? Jestem mnóstwo szczęśliwy, że oto zrzucam z siebie ciężar samotnej świadomości, że chyba kocham Panią. Teraz, od dziś, od chwili, gdy wydusiłem to z siebie, jedziemy na tym samym wózku, nawet jeśli, bejbe, każesz mi iść pobrykać sobie na puszczy. Począwszy od tej gęstej od domysłów i niedomówień pauzy dziejowej jest to nasz wspólny problem. I wspólnie nam trzeba się uporać z nim" To jedna z opcji, desperacka i kafarska. W wydaniu ultra należy w komnacie oblubienicy wymościć sobie styropianowy kącik i ogłosić strajk głodowy. Nikomu nie polecam, bo nie po to Wam matki gotują i nie po to im ich dłonie alabastrowe niszczeją, żebyście Wy, niewdzięcznicy, się rozbijali po mieszkaniach kochanic wyśnionych. Bo pamiętać trzeba, że kobiety są jak szefowie rządu. Przychodzą i odchodzą, jedna po drugiej, z lewa i prawa. Wiele obiecują, różnie bywa z obietnic dotrzymywaniem. Każda mówi, że po poprzedniczce sprzątać będzie ("pójdź! niech ukołyszę Twą steraną łepetynę; od dziś będę ja dbać o Ciebie!"), po czym zostawia bajzel jeszcze gorszy. Niektóre, w dalszym ciągu szukam analogii z posadą szefa rządu, odchodzą przedwcześnie i gwałtownie (i z wrzaskiem; i ze zgliszczami pozostawionymi za sobą), inne zaś po wyczerpaniu możliwości dalszej współpracy w spokoju, tyle że z niesmakiem. I tylko TY coraz gorzej się trzymasz. A matka jest tylko jedna. Opcja kolejna. " Łopotanie rzęsami, niebezpieczne podbicie tętna, pocenie się dłoni i ... nagły pad w ramiona autora wyznania. Autor, wyhodowany na romantycznej literaturze europejskiej, zdezorientowany rozwojem wydarzeń sięga do skarbnicy rozwiązań (Goethe w oryginale, już nie boję się wcale!) i odbiera sobie życie z bezsensownym wyrazem twarzy i rzewną muzyką w tle " Napisałem. Przeczytałem. Nie polecam. Biorę Was natomiast na świadków: polski system edukacji odpowie za brutalny gwałt na mojej osobowości, którego pokłosiem jest 5 linijek tekstu powyżej. Opcja skrajna, wyhodowana na zagranicznych filmach dla dorosłych. >Autor przeprasza, ale nie ogląda wyżej wymienionych ;)< Tak, czy inaczej, warto działać. Budować! Organizować! Inicjować! Warto, choćby dla własnego świętego spokoju. A nuż spotka Was trochę radości? Warto bowiem uczynić z tych trzech słów: "Daj mi ru..." Wróć! Z tych dwóch słów: "Kocham Cię!" fundament pożywnego śniadania. O wpół do dziewiątej rano w Polsce, 14 lutego. Dó Yt Dża! Kuba Sadowski, Polska

[powrót do głównej]