Logo

 



Wizytówka:

Liceum Ogólnokształcące
im. Marsz. St. Małachowskiego
w Płocku

ul. Małachowskiego 1
09-400 Płock

Dyrektor Liceum
mgr Katarzyna Góralska

tel. 24 366-66-00
tel. 24 366-36-00
fax 24 366-36-01
malachowianka@op.pl



Forum Banner


      


Sponsorzy

Rekrutacja
, czyli wszystko co powinieneś wiedzieć jeśli chcesz się tutaj znaleźć!

O szkole
- Małachowianka to najstarsza szkoła w Polsce. Istnieje nieprzerwanie od 1180 roku.

Chór "Minstrel"
powstał w Małachowiance w 1992 roku. Jest to chór mieszany.

Siatkówka, koszykówka, lekkoatletyka,
czyli po prostu sport w Małachowiance.

Małachowiacy w internecie
, czyli linki do stron uczniów i absolwentów.



Dzień jak co dzień, tyle że...

(taka dziwna świadomość)

No i budzik. Dzień jak co dzień, tyle że sobota. Jest siódma, jest -7 st. C, tydzień dni ma siedem... Siódemka - szczęśliwa liczba, dobra wróżba na początek dnia. I tak nie jestem przesądny, ale horoskopy czytam. Bo lubię. Lubię też spać, więc kładę się jeszcze na dwie i pół godziny. Zobaczymy czy będzie cieplej.

No i budzik. Dzień jak co dzień... To pikanie doprowadza mnie do szału. Dzień w dzień pika tak samo. Pika czu! :) Już tylko -3 stopnie i słońce. Fajnie jest... zapowiada się piękny dzień. Potwierdzam gotowość stawienia się w umówionym miejscu SMS-em. Jak zwykle wychodzę bez śniadania, bo nie zdążyłem. Oczywiście przekonany byłem, że jednak zdążę. Oj tam posiłek... pfff.... wielkie mi rzeczy. Głodny nie jestem, a przynajmniej spałem 8 minut dłużej. Kupa czasu takie osiem minut.

Przyznałem się w swoim czasie koleżance z klasy, że zdarza mi się zapomnieć zjeść śniadanie. Dziwnie zareagowała, ale ja nie widzę w tym nic dziwnego. Jak człowiek nie jest głodny, to zapomina. A ja nie zestarzałem się jeszcze na tyle, by wszystko robić mechanicznie i bez zwracania na to uwagi. To dobrze, chyba (?). Podobnie jest u mnie z obiadem, czy kolacją.

Tak więc wychodzę bez śniadania, bo spóźniać się nie lubię. Jest 10:00. Koleżanka już czeka - na rower widocznie nie trzeba się pudrować i malować (ale wredne spostrzeżenie!).

Tak naprawdę koleżanka nigdy się nie spóźnia i zazwyczaj jest przed czasem. Dobrze to o niej świadczy. Nie lubię jednak gdy ktoś na mnie czeka. W sensie dosłownym oczywiście.

Wczoraj wyczyściłem rower. O dziwo wszystko działa, choć sam go naprawiam i smaruję. Tankować nie trzeba. Rower koleżanki również sprawny. Wszystko wskazuje na to, że nie tylko ja lubię jeździć na rowerze. Przez cały rok lubię.

No bo co z tego że zima? ...albo że pada? Rower nie jest z cukru, tym bardziej ja. Kiedyś kłóciłem się o to z rodzicami. Sprawdzałem nawet w instrukcji obsługi roweru czy są jakieś ograniczenia spowodowane warunkami atmosferycznymi. Nie ma! Wiedziałem, że nie ma, ale sprawdzałem z premedytacją. Ten argument rodziców nie przekonał. Przekonali się dopiero wtedy, gdy zacząłem jeździć samochodem. Dużo jeździć... za benzynę nie płacę.

Tak więc jest 10:00. Zapinamy pasy i jedziemy. Miasto, ciężarówki, most, Radziwie, polna droga, las, coś tam ćwierka nawet... dzień rzeczywiście piękny. Można się oderwać i zapomnieć na chwilę o całym tym wielkim świecie (codzienności). Wcale nie jest zimno. Jazda po śniegu wzbogaca wycieczkę o atrakcje typu poślizgi najmniej spodziewanych momentach. Lód to prawdziwe wyzwanie. Jest zima.

Pomijając fakt, że każdy dzień różni się od poprzedniego i wszystkie są w pewnym sensie wyjątkowe, ten nie wyróżnia się niczym szczególnym.

Po obiedzie odwiedzam kolegę, potem dziadków i wracam do domu. Na dworzu jest ciemno, parkuję samochód tyłem między dwoma innymi. Trafiłem! (Jak to się stało, że tyle razy zdawałem na prawo jazdy?...) Wysiadam, przechodzę przez parking i wchodzę do klatki. Nuda. Na podwórku cicho. Jeszcze kilka lat temu biegałbym zapewne po dworzu, hałasował i psocił się sąsiadom. Wyrosłem - co ta szkoła robi z człowiekiem!?!

Niedługo potem mama wychodzi do sklepu. Miałem iść ja, ale zanim się ubrałem... cóż za niecierpliwa kobieta! Dłubię przy lekcjach. Za oknem wybucha jakaś petarda, może trzy. Właściwie nie zwróciłem na to uwagi. Tata kibicuje Małyszowi. Po ok. 10 minutach wraca mama i pyta co się stało. Małysz jeszcze nie skakał - odpowiada telewizor. Ja natomiast pytam gdzie i odpowiedź otrzymuję. Podchodzę do okna: jeden radiowóz, drugi, rozciągnięte taśmy, tłum ludzi. I cisza.

Te petardy, na które nie zwraca się uwagi okazały się być porachunkami - zresztą nieważne. Nieważne też kim był człowiek, którego zastrzelono, co robił, skąd miał pieniądze na mercedesa. Teraz to nieważne! Chodzi o sam fakt, iż 100 m od mojej klatki leży czarny, plastikowy worek... To nie to samo, co przeczytać w gazecie, usłyszeć w radio, czy obejrzeć w telewizji. Zawsze było to straszne, ale było to gdzieś daleko, za szkłem telewizora. Jakby wcale... tyle przecież filmów...

Fakt, iż był to wyrok nie poprawia mi humoru. Czy rzeczywiście "normalnych" obywateli to nie dotyczy? A gdybym akurat wtedy wysiadał z samochodu i widział twarz zabójcy... przeżyłbym? A przecież to moja ulica, moje osiedle, moje podwórko, mój azyl !!!

Michał. Żył lat 19.

[powrót do głównej]